Zamknij książkę

TROCHĘ HISTORII

 

W latach siedemdziesiątych byłem zatwardziałym ateistą, formalnie niepraktykującym katolikiem, niewierzącym w jakikolwiek świat pozagrobowy. Nie przyszłyby mi nawet na myśl jakiekolwiek kontakty z zaświatami. Coś jednak objawiało się w mojej podświadomości, w kontaktach i dyskusjach z ludźmi. Czasami było to tak natarczywe, że czułem, iż moim zadaniem było odnaleźć właściwą osobę i zająć się parapsychologią. Z przekazów z zaświatów wynikało, że już przed narodzeniem się na Ziemi postanowiłem posiąść wiedzę parapsychologiczną, a także odnaleźć Elżbietę Nowalską i zorganizować grupę współpracującą z zaświatami. Tak też się stało.

 

Elżbietę znam od 1972 roku. Wówczas jednak nic nie wskazywało na jakąkolwiek współpracę, a nasze drogi rozeszły się na 20 lat. Po śmierci męża Elżbiety ponownie się spotkaliśmy. Spędzaliśmy setki godzin na dyskusjach. Powoli wprowadzałem ją w tematy parapsychologiczne, następnie zacząłem organizować seanse spirytystyczne i hipnotyczne. Podświadomie, intuicyjnie czułem istnienie innego świata. W snach często miałem kolorowe wizje. To dawało mi impuls do współpracy z Elżbietą, ponieważ i ona miała podobne odczucia. Dołączyła do nas trzecia osoba – Anna. Wyczułem, że jest osobowością medialną, znacznie silniejszą od Elżbiety. Pokonując jej opory, zaczęliśmy organizować seanse z zaświatami. Po kilku tygodniach zaproponowałem Annie, aby popróbowała pisma automatycznego. Myślała, że z niej żartuję, lecz po jakimś czasie zaświaty potwierdziły taką możliwość kontaktu. Z wielkim oporem i po namowie Anna podjęła wyzwanie.

Nawiązała pierwszy kontakt ze światem astralnym, ale okazało się, że była zbyt religijna, toteż wkrótce zrezygnowała. Zaświaty zaproponowały, żeby Elżbieta przejęła rolę medium, ponieważ została przeze mnie przygotowana do tej roli. Był to początek jej kontaktów z zaświatami. Pierwszym duchem, który zaczął kontaktować się z Elżbietą, był Marek K. z Warszawy – młody człowiek podający się za zmarłego męża Elżbiety. Nie ufałem mu, co wkrótce okazało się uzasadnione. Był zbyt natarczywy i starał się zdezorientować Elżbietę.

Udzielałem jej wsparcia i rad, jak pozbyć się tego typu energii. Następne energie napisały, iż dobrze uczyniła, uwalniając się od niego i pochwaliły ją za pozbycie się natarczywej energii. Wiem, że Elżbieta chciała wtedy przestać pisać i zrobiłaby to, gdybym jej nie wspierał duchowo, nie motywował i nie mówił o możliwościach szerszej współpracy z zaświatami. Czasami po prostu prosiłem, aby nie odrzucała pisania, a kiedy wyczuje Marka K. – żeby odłożyła ołówek. Trwało to około trzech tygodni. Nie mogąc nic zrobić, Marek K. zaczął przychodzić rzadziej. Pomogła nam w tym wiedza, którą zaczerpnąłem z książek.

Zapraszałem na nasze spotkania mądre dusze, które mogły, poprzez pismo automatyczne, przekazywać własne przesłania dla dobra ludzkości. Aby wzmocnić zapał Elżbiety, argumentowałem, że tego typu zjawiska są stosunkowo rzadkie i nawiązanie kontaktu z mądrymi zaświatowymi energiami dałoby nam wiele pozytywnych przekazów. Z takim nastawieniem cierpliwie czekaliśmy. Nastąpiły pierwsze kontakty na wyższym poziomie. Byliśmy szczęśliwi. Uczestniczyliśmy w powstawaniu pierwszych przekazów, które zaowocowały książką „Prawda odkrywana na nowo”. Nasze marzenia zaczęły się spełniać. Ręka Eli, jak karabin maszynowy, litera po literze układała słowa w sensowne zdania. Elżbieta pisała z pełną świadomością, jednocześnie czytała na głos, nie wchodząc w trans. Po kilku tygodniach skromny tekst był gotowy.

Druga książka powstała w czteroosobowym składzie, ja również miałem w tym swój udział. Jednak w trakcie jej pisania zaczęły się intrygi ze strony nowo przybyłych kolegów. Uważali, że jestem im niepotrzebny. Było to dla mnie bardzo przykre. Mój wysiłek, zaangażowanie, wkład pracy – spełzły na niczym. Zmuszony byłem postawić warunek – albo ja, albo oni. Pragnąłem utrzymać spójną grupę, bez intryg, i dotrzeć do bardziej pozytywnych energii. Nastąpiła konfrontacja. Oni odeszli. Niestety, następne osoby, które dołączały do naszej grupy, tworzyły podobny klimat jak ich poprzednicy. Dążyłem do uczciwej współpracy z zaświatami, lecz zacząłem być dla niektórych niewygodny, ponieważ wyłuszczałem rozpoczynające się intrygi. Elżbieta uległa opiniom przybyłych osób i zaczęła mnie ignorować, zawierzając zaświatom. Doprowadziło to do rozłamu w grupie. Następne książki powstały już bez mojego udziału. Moim pragnieniem jest udostępnić wiedzę na temat pisma intuicyjno-automatycznego. Nie chciałbym tej metody zaprzepaścić i pozwolić na jednoosobowy monopol. Mam takie prawo, bo uważam, że stworzyłem podstawy kontaktowania się z zaświatami za pomocą pisma automatycznego z pełną świadomością. Pragnę zwrócić uwagę, że w książkach pisanych przez zaświaty nie są poruszane szczegóły wypływające w trakcie dyskusji. Zrozumiałem, że te energie nie chcą ujawnić wszystkich tajemnic o rozwoju człowieka w świecie materialnym. Wręcz złościły się, w szczególności na mnie. Rozpoczęły narzucanie nam własnych poglądów życiowych, przybierając ton „mądralińskich”. Energie starały się negować wiedzę parapsychologiczną oraz badaczy tych zjawisk. Buntowały przeciw mnie Elżbietę. Według mnie, powód był prosty. Nie były to wielkie energie, jakich się spodziewałem i za jakie one się uważały, natomiast zależało im na tym, aby ludzie żyli w nieświadomości jak najdłużej. Aby ci, którzy wybrali drogę rozwoju duchowego, doznawali cierpień. Według mnie są to złe intencje niskich sił astralnych, zaplątanych w lucyferowskie teorie pojmowania świata. Prawdziwi Mistrzowie, tacy jak Budda, Kriszna, Chrystus i inni oświeceni, czyli wyzwoleni, propagują uwolnienie się od cierpienia drogą rozwoju duchowego poprzez ćwiczenia synchronizacji świadomości z podświadomością.

O IRONIO LOSU

Przytoczę kilka nieścisłych i niezrozumiałych fragmentów z książki Elżbiety Nowalskiej „Zanim przyjdzie jutro”:

Zabarwienie siebie, dowartościowanie, zawibrowanie... Są to terminy określające wiele, bardzo wiele. Czytając je, czuje się ich znaczenie sercem. Jest to cała opowieść o sobie. O tym, co się dzieje wewnątrz człowieka. Jurek, Wojtek, Maria, Memreczek i inne postacie pisały już o tym.

Zasługą ich jest sformułowanie słów, wyrażających te trudne do opisania Waszym językiem zagadnienia. A zatem, cóż jeszcze warto pisać na ten temat? O tak, warto, warto i to właśnie chcę uczynić w sprostowaniu tego komizmu.

Na początku medium powinno kupić słownik wyrażeń parapsychologicznych, a potem uświadomić powyższym energiom znaczenie słów. Następnie one powinny skonsultować to z wyższymi energiami. Widocznie moje dyskusje nic nie wniosły w tę dziedzinę wiedzy.

Wracając do tych energii. Jureczek, Memreczek i nie wspomniany w tym cytacie Biały Obłoczek byli sterowani przez Wojtka. Jako duchy nie chcą stosować się do realnych praw w ziemskiej materii. Dlaczego? Bo każdy z nich, żyjący w odrębnym przedziale czasu, nie miał nic wspólnego z zaświatami, żyjąc w ciele fizycznym. Częściowo wspominali o swoim życiu w materii i na tej podstawie można wyciągnąć wniosek o braku synchronizacji świadomości z podświadomością. Jeden z nich mówił: Jak mi bieda zaglądała w oczy... Pokazywałem im schemat rozwoju duchowego człowieka, ale zignorowali go. Uważam, że celowo, aby się wywyższyć. A przecież ten schemat tak wiele mówi o rozwoju duchowym, którego końcowym efektem jest zbilansowanie naszych czynów pod ogólną nazwą miłości. Łatwo z pozycji zaświatów radzić komuś, jak ma się zachowywać i nie łamać praw ogólnoludzkich. Tymczasem te energie same dalekie są od przestrzegania praw i używają przemocy. Od samego początku wyczuwałem ich fałsz i intrygi, lecz niektórzy członkowie grupy nie chcieli tego zauważać.

Kolejny cytat z powyższej książki:

– Czy warto przewidywać zdolnościami swoimi, jak przebiegnie przyszłość i jakie macie możliwości reagowania w niej?

– Wolno. Nawet trzeba.

Tą wypowiedzią wyrazili sprzeczne opinie o zaświatach, mimo że chełpią się jednomyślnością. Są przewrotni w swoich przekazach, a jednocześnie potwierdzają bełkot. Dowodem tego jest również przekaz od zgwałconego ducha. Będzie o nim mowa później.

W książce Nowalskiej jedna z energii, nazywająca siebie Maria, pisze o swoim przeżytym fizycznie życiu tak:

Zapisałam sobie siłę, a miałam słabość. Widocznie zamysły Mego Życia wielkie być miały, a ja poszukiwałam samej siebie – płacząc. Budziłam się rano i wstawałam bliska płaczu. Budziłam się rano i wstawałam, wierząc, że mimo wszystko będzie doskonalszy poranek. Łudziłam się.

To też świadczy o tym, że była zwykłą kobietą, a teraz poucza innych.

W pierwszych kontaktach z tymi energiami zaproponowałem im współpracę przy odnajdywaniu zagubionych ludzi oraz tych, którzy żyjąc na Ziemi, byli jasnowidzami zajmującymi się równocześnie parapsychologią. Zależało mi na kontaktach z zaświatami między poziomami fizycznym a astralnym i następnie ze światem mentalnym na wyższych poziomach. Obecny nasz świat dąży do ujednolicenia znaczeń i ustalenia wspólnego języka.

Rozpowszechnianie nowych znaczeń słów oznacza bełkot, rozproszenie i chaos dla naszego świata. Tym energiom nie odpowiadało operowanie słownictwem używanym w dziedzinie parapsychologii przez setki lat. Ich wypociny niewiele pomogą przeciętnemu człowiekowi, skoro ja mam problem z ich skojarzeniem – zabarwienie, przewartościowanie siebie, zawibrowanie.

Zdaję sobie sprawę, że moja krytyka niektórych fragmentów jest zbyt ostra. Ale są również pozytywnie brzmiące fragmenty. Na przykład z książki „Zanim nadejdzie jutro”:

Widzisz wiele bytów energetycznych obok siebie. Każdy z nich jest bardzo ważny. Szanuj je, a wejdziesz w Zaświat Dobra, Barwami Barwy. Wśród tychże bytów szukaj tych i zmierzaj do tych, które mają JASNOZŁOTE BARWY. Wibracja ich jest celem Twojej po śmierci PRZEMIANY. Z czasem ukształtujesz swoją Globalną Barwę. Utworzona ona będzie z Barw Twoich poprzednich Żyć, Istnień oraz z Twojego ostatniego życia Barwy. Dopiero potem podążysz do swojego właściwego kraju. I będziesz bardzo spokojny.

Mam tylko jedno zastrzeżenie co do „jasnozłotej barwy”. Ludzie, którzy przeżyli śmierć kliniczną, zazwyczaj opowiadają o świetlistych energiach, a ta złota – żółta świadczy o chęci podkreślenia własnego prestiżu.

CZY WARTO ZWODZIĆ INNYCH?

Zaświatowe energie myślą własnymi kategoriami, nie bacząc na etykę i prawa świata materialnego. Uważają przy tym, że są w porządku w stosunku do ludzi. W książce „Ziemia w oczach zaświatów” autor podkreślił, że: ludzie wytworzyli nadmiar zła, które wielkością swą znacznie przerosło tę miarę zła, w granicach której jest ono dobre. Z kontaktów z różnymi energiami oraz osobami medialnymi, a także z osobistych doświadczeń wiem, że te energie również mają w tym swój negatywny udział. Niby mamy wolną wolę i poczucie godności, a jednak jesteśmy uzależnieni i zamknięci we własnej nieświadomości, czyli ciele materialnym, które jest narażone na podszepty zaświatów, naruszające naszą osobistą wolność. To uzależnia nas od zaświatów, które mogą nas kontrolować. Możemy nawet nieświadomie im służyć. Zaświaty lubią roztrząsać nasze postępki, ale mało tego – podsuwają nam, w ramach własnych doświadczeń, szereg rozmaitych konfliktów. Kodują naszą podświadomość, sprawdzają, jak sobie damy radę, bo z ich punktu widzenia nie jest to złe. Bawią się przy tym wyśmienicie naszym kosztem. Analizując to, nabierają wiedzy o ludziach i przechodzą na wyższe poziomy. W wyniku tej zabawy u niektórych ludzi pozostaje upokorzenie i pustka psychiczna. Zaświaty nie liczą się z konsekwencjami, dalszymi losami tych ludzi ani ich przyszłą karmą.

Z kontaktów z zaświatami wiem, że często mówią o cenzurowaniu praw, rzekomo zapobiegających złu. Lecz z czasem okazuje się, że wpływa to negatywnie na osobę, która ten pogląd podziela. Prawda zawsze wypływa na powierzchnię i zazwyczaj okazuje się to po czasie. Ci, którzy blokują wiedzę, jaka powinna być ogólnodostępną, nie wychodzą na tym najlepiej.

Oto fragment wywiadu z Elżbietą Nowalską, który został przeprowadzony przez dziennikarza Radia Zet w programie „Nautilus”. Początkowo taśmę z nagraniem chciała mi udostępnić Elżbieta. Włożyłem taśmę do kieszonki koszuli, lecz po chwili Elżbieta odebrała mi ją. Wiedziała, że w tym wywiadzie nie mówiła pełnej prawdy w stosunku do mnie. Upłynął rok. Poznałem Romka, który zainteresowany był pismem automatycznym i przypadkowo nagrał ten wywiad. Oczywiście udostępnił mi taśmę do przesłuchania i przegrania. Wówczas dowiedziałem się, co koleżanka chciała ukryć przede mną.

 

–       Jak pani zaczęła pisać tym pismem?

–       Poczułam impuls. Usiadłam w domu i próbowałam pisać.

Mogę tylko dodać, że zanim Elżbieta usiadła do stołu, dobrze wiedziała, że energie będą w tym czasie współpracować. Więc nie był to impuls spontaniczny, zważywszy, że wcześniej poświęciłem wiele godzin, organizując seanse spirytystyczne, aby osiągnąć pierwsze efekty w nauczaniu pisma automatycznego. A zaświaty wręcz nakazywały ćwiczyć.

Pytanie od słuchaczki:

–       Chciałam zapytać, jak można nauczyć się tego pisania?

–       Można nauczyć się sięgając do tygodnika (Gwiazdy Mówią). Pani, która podpisuje się pseudonimem „Wiedźma”, jakiś czas temu pisała na ten temat, co trzeba zrobić, aby nauczyć się pisma automatycznego.

Moja koleżanka totalnie zlekceważyła i utajniła wiedzę, jaką jej przekazałem, włącznie ze wskazówkami, jak nie popaść w konflikt z zaświatami. Potem przeszła do krytyki tych, którzy nauczyli się pisma automatycznego, mówiąc, że:

–  (...) zachwiała się wewnętrzna równowaga i ciężko wyjść samemu z takiego problemu (...)

W tym momencie mówiła chyba o sobie. Mogę przytoczyć jeden z przykładów takich problemów. Upominałem ją, aby nie podejmowała pochopnych decyzji i nie słuchała żartobliwych nakazów, jakie wypływają z przekazów. Niestety, nie posłuchała mnie. Otrzymany przekaz nakazywał jej jechać pod kościół w Piasecznie, ponieważ tam miała czekać na nią koleżanka Ania. Pojechała pod ten kościół i czekała jakiś czas. Ania jednak nie przyszła, więc Elżbieta wróciła do domu. Energie odpisały jej, że Ania czeka nie pod tym kościołem, lecz drugim, w Starej Iwicznej. I znowu czekała dłuższy czas, bez rezultatu. Wróciła do domu i otrzymała następny przekaz, że Ania leży w łóżku ciężko chora z gorączką i czeka na nią. Niewiele myśląc, pojechała do Warszawy. Oczywiście zastała koleżankę krzątającą się po mieszkaniu w najlepszym zdrowiu.

Wiem, że to niezręczne dla Elżbiety, ale tak się działo, zanim doszło do jakichkolwiek bardziej sensownych przekazów. W książce „Być zawsze”, na stronie 4, Elżbieta napisała o naszej pierwszej wydanej książce:

Ukazanie się tej książki drukiem było wielkim przeżyciem dla wszystkich osób obserwujących jej powstawanie: dla Piotra (w tym momencie Elżbieta wypowiada się za mnie!), Andrzeja, Ryszarda i Światosława. Była to swoista nowość...

No cóż, dla pozostałych owszem, ale ja od samego początku byłem nastawiony na tę działalność. Owszem, było to przeżyciem dla Elżbiety, ponieważ ciągle była sceptycznie nastawiona do tego typu przekazów płynących z zaświatów. Było to jednocześnie uwiecznienie moich przemyśleń, lecz ona przedstawiła mnie jako zszokowanego wielkim przeżyciem, jakbym nie wiedział, co się dzieje! Przedstawiła to jako dar z zaświatów, który niby spłynął na nią.

Następne pytanie.

–       Czy widziała pani biegające po stole talerzyki?

–       Tak, i byłam dość zdziwiona tym zjawiskiem.

Elżbieta nic nie wspomniała, że organizowałem seanse, a ona w nich brała udział. A przecież od tego zaczynaliśmy naukę opanowania pisma automatycznego. Mogę tylko powiedzieć, że chyba wstydziła się przyznać i przeskoczyła na inny temat.

–       Wspaniały hołd oddawany jest człowiekowi. Jaki człowiek jest piękny i nigdy nie jest powiedziane, że są ludzie źli. Człowiek jest dobry, ma tylko niewłaściwe reakcje na pewne sytuacje.

Powtórzyła słowa schlebiające nam, ludziom, natomiast pominęła fałsz, jaki zastosowała w stosunku do mnie. To tak, jakby sama sobie zaprzeczyła.

Następne pytanie:

–       Dlaczego pani sięgnęła po długopis?

–       Z ciekawości, na skutek ustawicznych rozmów moich znajomych.

W innej wypowiedzi stwierdziła – „kolegów ze studiów”, lecz tacy koledzy nie istnieli. Elżbieta zatarła ślady naszej współpracy, i to, że ponaglałem ją, żeby kontynuowała doświadczenia kontaktów z zaświatami poprzez pismo automatyczne.

Oto cytat z książki „Prawda odkrywana na nowo”, pisanej pismem automatycznym przez zaświaty.

Tym, co mnie zastanawia, jest pytanie: Czy jestem godzien jestestwa Twojego. Jaki to system sugeruje? System myślenia swoim B.R.W.O. (Barwa Twoja, Rozum Twój, Wola Twoja, Otoczenie Twoje). To system szukania w innych ich B.R.W.O., bo jesteś tłem dla nich, a oni tłem dla Ciebie.

Ciągle zadaję sobie pytanie, ile w tych czterech skrótowych literach może być uczciwości, a ile fałszu. Obojętnie, z której strony świata duchowego i materialnego. Szanuję ten skrót, ale nie odpowiadam za innych, ani za ich czyny.

Mógłbym podać jeszcze wiele przykładów manipulacji słownych, które powstawały przez szereg lat. Żałuję, że Elżbieta świadomie wstrzymywała wiedzę o nauce pisma automatycznego na wiele lat, jednocześnie osobiście omijając dostosowanie się do skrótu B.R.W.O. Wiedziała, że może osiągnąć zyski materialne, posiadając taką umiejętność. Wielu ludzi uważa, że pieniądze dają poczucie własnej wartości. Tymczasem:

•        Dążenie do wolności to pieniądze.

•        Brak pieniędzy to brak wolności.

•        Nadmiar pieniędzy to nadmiar kłopotów.

•        Pogoń za pieniądzem to brak czasu.

•        Brak czasu to brak możliwości rozwoju duchowego.

Pozostają tylko doświadczenia do analizy w zaświatach i następnej inkarnacji.

 

Rozwój wydarzeń w ostatnich latach na Ziemi nie sprzyja wzrostowi wibracji. Kapitalizm oznacza wolność tworzenia własnych firm, ale pogoń za pieniądzem często mobilizuje właściciela do likwidowania konkurencji, czyli rozwijania się kosztem drugiego człowieka. Tworzy się współczesny rodzaj niewolnictwa, wyrachowany system, w którym wykorzystuje się ludzi, nie wypłacając im miarodajnego wynagrodzenia za upokarzającą i ciężką pracę. Ta struktura sama się napędza, to błędne koło blokuje wszelkie ludzkie odruchy. Przede wszystkim kapitalizm powoduje brak szacunku do drugiego człowieka. A przecież to szlachetne uczucie, które wyzwala wysokie wibracje i powoduje nasz wzrost duchowy. Ubolewam nad tym.

Piszę o tym, ponieważ rozmawiałem z wieloma ludźmi na temat szacunku do drugiego człowieka. Ku mojemu zdziwieniu, rozmówcy, którzy zajmowali w swojej pracy wyższe stanowiska, parskali śmiechem: „Jaki szacunek?! Minęły te czasy. Liczą się pieniądze!”. Więc teraz ja nie mam szacunku dla tego typu ludzi, oni nie są wiele warci. Jeśli w pracy ktoś się wychyla i buntuje przeciwko narzucaniu niewolniczego systemu, załoga nabiera wody w usta. Widać lęk przed kierownictwem i obawę przed bezrobociem. Ten strach powoduje zgodę na poniżający system. Przekonanie, że pracujemy dla siebie, jest błędne, bo każde zwiększenie produkcji kosztem wysiłku ludzi nie przynosi korzyści finansowych pracownikom, tylko firmie i zarządzającym. A buntowników oskarża się o sprzeciwianie się nadmiarowi obowiązków – mam tu na myśli ludzi, którzy buntują się przed wyzyskiem. Do tego systemu przyczyniają się politycy ze swoimi pomysłami podatkowo-finansowymi. Wibracja pieniądza niszczy wibrację człowieka, bo w takich przypadkach zaświatowe pojęcia typu B.R.W.O. nie harmonizują ze sobą.

„Wolnodostojeństwo” to termin wymyślony przez energie opisywane w książkach Elżbiety Nowalskiej, które zarazem swoimi występkami zaprzeczały temu, o czym same pisały. Z pewnością znajdą się przeciwnicy mojego poglądu, ale postaram się go uzasadnić. Zawsze trzeba zadać sobie pytanie: komu i czemu ma to służyć?

Ludzie, którzy niedawno umarli (niezależnie od wieku), mający krótki staż w ciele astralnym w zaświatach, są bardziej rzetelni w przekazach i uczciwsi niż starzy bywalcy świata astralnego. Szczerość ducha Ani z Lublina była wyjątkowa. Jako młoda dusza opisywała nam szereg rzeczy. Opowiadała o sobie, swojej poprzedniej reinkarnacji na innej planecie i o życiu na Ziemi. Chociaż były to zdawkowe odpowiedzi, wyczuwało się w nich szczerość, wiele sympatii i uczciwość. Ania nie miała zbyt wiele energii i często musieliśmy ją doenergetyzować lub sama opuszczała nas na parę chwil. Jak nam wyjaśniała, po to, aby nabrać trochę energii. Gdy pytaliśmy, skąd ją bierze, odpowiadała: to się już wie, instynkt wewnętrzny wskazywał pola energetyczne. Po jakimś czasie zaczęła nam się skarżyć, że niektóre energie zaczęły zabraniać jej pisania o niektórych sprawach. A przede wszystkim zakazały jej odpowiadać na nasze pytania dotyczące życia w zaświatach. Niejednokrotnie delikatnie nalegaliśmy na szczere odpowiedzi, stawiając ją w kłopotliwej sytuacji.

ROZŁAMY W GRUPIE

W tym czasie współpracowałem z Elżbietą Nowalską, lecz nie przyznawałem się, że zorganizowałem inną grupę i mamy jako takie sukcesy. Elżbieta czuła się kimś wyjątkowym z powodu opanowania sztuki pisma automatycznego. Nie wierzyła, że moim sposobem można się nauczyć tej sztuki i chociaż sama z mojej wiedzy korzystała, twierdziła, że ten dar spłynął na nią. W pewnym momencie nadszedł jednak czas prawdy, więc powiedziałem jej o powstaniu innej grupy i o jej osiągnięciach. I to był mój podstawowy błąd. Energie Elżbiety wkroczyły w tę drugą grupę i zdezorganizowały nasze spotkania. Po pewnym czasie dowiedzieliśmy się, że Anię i jej koleżanki zabrano na inny poziom. Myślę, że z pewnością dla ich dobra, ale z drugiej strony, aby uniemożliwić nam otrzymanie sensownych odpowiedzi na pytania.

Prawo „wolnodostojeństwa” łamie wszelkie reguły wolności wypowiadania się w zaświatach, swobodę ruchu, rzekomo nam obiecaną. Po zerwaniu kontaktów z Elżbietą, która wierzyła, że utrzymuje kontakty z pozytywnymi energiami (z mojego punktu widzenia były one niewiarygodne), po prawie dwuletniej przerwie zorganizowałem trzecią grupę z Sebastianem Minorem. Była to grupa zainteresowana pismem automatycznym i ponownymi wspaniałymi kontaktami z nową duchową elitą zaświatową, która ofiarowała się wzbogacić naszą skromną wiedzę.

Po pierwszych sukcesach trzeciej grupy pewne osoby postanowiły zasięgnąć o mnie opinii u Elżbiety, bez mojej wiedzy. Ja wręcz modliłem się, aby te niskie energie ponownie nie wtargnęły do naszej grupy i nie zrobiły zamętu. Niestety, po wstępnych pozytywnych przekazach, opisanych powyżej, pojawiły się przekazy negatywne. Otrzymaliśmy przesłanie od „zgwałconego ducha”, udającego przewodnika kolegi. Pierwsze zdania nie były protokołowane, a dotyczyły mojej osoby.

„Piotrek, jesteś w dalszym ciągu niepoprawny!”. Te pierwsze słowa automatycznie uzmysłowiły mi, z kim mogę mieć do czynienia. Ten dezinformacyjny przekaz, zniechęcający do dalszej pracy, miał na celu zamknięcie nauczania pisma automatycznego. Było to pobożne życzenie Nowalskiej, świadczące o tym, iż było jej na rękę likwidować przyszłą konkurencję. A to oznacza blokadę na przekazywanie prawdziwej wiedzy o zaświatach. Krótko mówiąc, energie Elżbiety ponownie „przykleiły się” do nas, uniemożliwiając kontynuację współpracy z rzetelnymi duchami. Nie wykluczam również wkładu drugiej osoby – Anny, którą po raz trzeci zaprosiłem do trzeciej grupy. Jadąc na nasze spotkanie, przypadkowo spotkaliśmy się w Warszawie. Wiedząc, że Anka jest dobrym medium, ponieważ brała udział w spotkaniach drugiej grupy, wyciągnąłem do niej po raz trzeci pomocną dłoń, wciągając ją do kolejnej grupy. Była reprezentantką pierwszej grupy, lecz po pewnym czasie zaproponowała mi, abym stworzył następną, czwartą grupę. Chyba po to, żebym jej nie przeszkadzał w jej pomysłach. Zabrzmiało to dla mnie fałszywie. Za każdym razem Anna buntowała przeciwko mnie ludzi, zapewne za pośrednictwem tych energii.

Na jednym ze spotkań trzeciej grupy postanowiłem opowiedzieć o tym fakcie w formie ostrzeżenia. Opowiadałem, jak negatywne energie potrafią manewrować ludźmi, szczególnie tymi, którzy potrafią odbierać słuchowo i mentalnie pozytywne lub negatywne wibracje.

Przypomnę: Energia przestawiająca się jako Wojtek fałszywie przekazywała poza moimi plecami negatywne wibracje, czyli myśli rzekomo wypływające ode mnie, nastawiając Andrzeja Lisiaka przeciwko mnie. Wojtek chciał podważyć moją wiarygodność w oczach innych, a zarazem zniechęcić ich do współpracy ze mną. Robił to po to, aby zwiększyć wiarygodność energii współpracujących z Elżbietą. Zniweczyłem bezczelny zamiar Wojtka. Stworzyłem myślokształt pozytywny i dzięki bystrości Andrzeja prawda wyszła na jaw.

Gdy opowiadałem tę historię w trzeciej grupie, jedna z uczestniczek, jasnosłysząca, w pewnej chwili chwyciła się za uszy i dosłownie zaczęła krzyczeć: „Piotrek, nie mów, nie mów, bo oni zagłuszają to, co mówisz!!!”. Był to gwizd, szum nie do zniesienia dla niej. Nie zważałem na jej prośby i stanowczo zwróciłem uwagę na fakt potwierdzający ich złośliwości. W tym momencie poczułem wyraźnie, jakby ktoś z zaświatów pięścią uderzył mnie w głowę. Odczułem wyraźne niezadowolenie tych energii, że opowiadam o ich negatywnych zamiarach. O czym to świadczy? Te energie potrafią wykorzystać bliskie osoby dla osiągnięcia własnego, egoistycznego celu, nie zważając na szlachetne słowo „wolnodostojeństwo”, które według nich działa tylko w jednym kierunków.

Mógłbym tu przytoczyć słowa wielu świadków wydarzeń, które potwierdziłyby fałszywe i ciągłe stosowanie takich metod skłócania ludzi. Te energie bronią w ten sposób teorii lucyferowskiej o „wolnodostojeństwie”, jaką narzucili Elżbiecie. „Wolnodostojeństwo” nie służy z pewnością światu materialnemu, czyli nam. Z błahej przyczyny: ponieważ nie zdajemy sobie sprawy, kto stoi za naszymi plecami i knuje wbrew naszej woli.

MANIPULOWANIE CZŁOWIEKIEM PRZEZ JASNOSŁYSZENIE

 

Był wrzesień 1990 roku. Mój brat Andrzej naprawiał instalację elektryczną u kolegi w sąsiednim domu, po uderzeniu pioruna. Rankiem, gdy był na poddaszu, w pewnej chwili zaczął słyszeć głosy żony i córek:

–  Andrzej, przyjechałyśmy do ciebie.

Brat, w pierwszej chwili zdziwiony, zapytał:

–  Gdzie jesteście?

Energie z zaświatów z zadowoleniem odparły: – Szukaj nas!

Głosy dochodziły z coraz to innych miejsc: „Tu jesteśmy” – bawiły się w chowanego. Potem zaczęły się stukania w przedmioty, żeby wskazać kierunek poszukiwań i nawoływania: „Jesteśmy w piwnicy”, „Jesteśmy na strychu”. Brat słyszał chichoty, a koledzy obserwujący poszukiwania podśmiewali się, oczywiście nie wiedząc nic o otwartym ośrodku jasnosłyszenia. Sami zaświatów nie słyszeli, ale najwygodniej jest kogoś ośmieszyć.

Duchy w ciałach astralnych swoimi głosami doprowadziły go do budynku sąsiada. Po chwili usłyszał, jak użalają się, że nie mogą stamtąd wyjść. Mówiły, że są w pomieszczeniu, gdzie za drzwiami była pompa (brat nigdy tam nie był i nic nie wiedział o pompie). Po chwili już były w innym pomieszczeniu, zamkniętym na klucz. Brat słyszał ich lamenty, że nie mogą wyjść, więc poczuł, że musi udzielić im pomocy. Siekierą wyrąbał dziurę w drzwiach (straty musiałem pokryć), oczywiście „bohaterom” udało się w ostatniej chwili wyjść. Następnie przeszli do mojego budynku, biegając od strychu aż do piwnicy. Mimo że tam żadnego dodatkowego wyjścia nie ma, udało im się przemknąć niezauważonym obok niego. Ta gonitwa trwała dość długo, prawie do południa. Dopiero drugi sąsiad ostudził zapał poszukiwań.

Od tej pory brat nigdy nie zaprzeczał istnieniu innych wymiarów. Wysłuchał wszystkiego, co powiedziałem mu na ten temat i przyznał, że miał już styczność słuchową z innymi wymiarami. Pół roku wcześniej słuchał muzyki z zaświatów, była łagodna, jakby muzyka koncertowa, nawet słyszał poszczególne instrumenty. Być może, gdyby brat wysłuchał, co mówiłem mu o podszeptach, zorientowałby się i wówczas mógłby przeprowadzać z zaświatami dialogi, pogłębiając swoją wiedzę.

Ostrzegłem go o możliwości otwarcia czakry jasnosłyszenia. Duchy mogą wykorzystać nasz moment nieuwagi i podrzucić myślokształt na poziomie mentalnym. Człowiekowi wydaje się, że to są jego własne myśli, więc robi to, co pomyślał, nie zastanawiając się nad konsekwencjami, mimo że podświadomość mówiła co innego. Zawsze należy brać pod uwagę zło i dobro, oraz komu to służy.

Niestety, po pół roku moje słowa poszły w niepamięć. Brat zatruł się alkoholem, mimo że miał podejrzenia co do jego jakości. To mówiła do niego podświadomość, lecz podszept mentalny złych energii wziął za własną myśl. Ta przestroga dotyczy wszystkich ludzi. Każdy z nas może stać się podatny na podszepty mentalne.

Chciałbym podać następny przykład sprzed 150 lat. Zakonnica, już w podeszłym wieku, prowadziła zakon dla dziewcząt. Była bardzo bogobojna i jeszcze za życia postanowiła, że kiedy umrze, jedna z młodych dziewcząt ma się modlić za jej duszę. Miało to ułatwić jej pobyt w zaświatach i dojście do Boga. Upatrzyła sobie młodą zakonnicę i nakazała jej modlić się za jej duszę po śmierci. Po zgonie przełożonej młoda siostra zakonna spełniała jej życzenia, ale z czasem pomyślała, że dosyć długo modliła się za przełożoną i z pewnością ta jest już u boku Boga. Pewnego dnia do klasztoru przyjechali goście, prosząc o nocleg. Aby ugościć przybyłych poczęstunkiem, nakazano zejść młodej zakonnicy do piwnicy po wino. Oczywiście światła w owym czasie nie było. Schodziła więc po schodach z lampą, z pewnością przeżywała dreszczyk emocji w ciemnej piwnicy, dając upust swojej energii. W momencie schodzenia do piwnicy otworzyła się jej czakra, przez którą przemówił duch przełożonej zakonnicy. Miała pretensje o niewywiązywanie się z ustalonego nakazu, ponieważ młoda zakonnica przestała modlić się w jej intencji. Zakonnica poczuła rękę przełożonej na plecach, która pchnęła ją ze złości. Przerażona dziewczyna spadła ze schodów, a na jej plecach pozostała odciśnięta ręka z pęcherzami jak po oparzeniu. Był to dowód na jej kontakt z przełożoną.

Ta historia jest zaczerpnięta z książki, której tytułu niestety nie pamiętam. Ale wniosek z tej historii narzuca się sam: modlitwy do Boga nie przyniosły rezultatów, ponieważ Bóg nie przyjmuje prezentów w formie modlitw. Pod płaszczykiem wiary działają dogmatyczni ludzie, którzy upokarzają innych, czego przykładem jest przełożona. Podobnie niektórzy duchowni wykorzystują ślepą wiarę ludzi, obiecując lepsze życie u Boga w zamian za datki na kościół.

Rozwój duchowy jest czynnikiem zwrotnym, sami zaczynamy decydować o naszym własnym poligonie doświadczeń na pewien czas. Porzucając ciało fizyczne, w zaświatach przygotowujemy się na następną wyprawę, na wyższy poziom lub na Ziemię, w nowym ciele i z nowym DNA. W czasie tej wyprawy zdobywamy nowe doświadczenia, by zrozumieć i obserwować inne energie bytujące w różnych ciałach materialnych.

OD WIARY POPRZEZ DOGMATYZM DO SAMOBÓJSTWA

 

Hańsk 04.09.97

 

Moja teściowa była osobą pobożną. Codziennie chodziła do kościoła i przyjmowała Komunię Świętą, czytała wszystkie katolickie pisma i wysyłała pieniądze na cele charytatywne. Upominała i pouczała ludzi, by zachowywali się po chrześcijańsku.

W pewnym momencie przeraziła ją wizja piekła opisana w „Rycerzu Niepokalanej”. Zaczęła coraz bardziej obawiać się tego, że pójdzie do piekła, bardzo dużo czytała o tym w swojej katolickiej prasie i słuchała w Radiu Maryja. Ciągle obawiała się piekła. Obawy te doprowadziły ją do tego, że przypomniała sobie grzechy swojej młodości. Nie można było usłyszeć od niej niczego innego, jak tylko to, że niegodnie przyjmowała Komunię Świętą, że jest grzeszna, że źle postępowała.

Przestała chodzić do kościoła i przyjmować Komunię Świętą. Mówiła, że nic to jej nie daje.

Zaczęła unikać ludzi, twierdziła, że źle wygląda, nie może spojrzeć ludziom w oczy, bo uważają ją za dobrą, a ona jest grzesznicą. Przez te kilka miesięcy strasznie schudła. Waliła głową w stół, w próg i w co się tylko dało, tak, że chodziła z sinym czołem.

Nie pomagały tłumaczenia o miłości Pana Boga – ona w radiu słyszy, jak powinno być, jak postępować i jak nie jest.

Nie spała po nocach, tylko jęczała – „nie będę chodziła do kościoła” – i tak wiele razy powtarzała, aż zasypiała. Później mówiła, że zło nie lubi, żeby się modlić. Ciągle siedziała z zakrytą twarzą, powtarzając w koło: „Co ja narobiłam”. Twierdziła, że jest opętana, że musi sobie coś zrobić. Kiedy coś jej „ginęło”, mówiła, że Pan Jezus już się od niej odwrócił, a Matka Boska płacze nad nią.

Pewnego dnia próbowała popełnić samobójstwo, chciała się powiesić. Później skoczyła do studni, rzucała się ze schodów, udawało się jednak jakoś ją upilnować. Odmówiła pójścia do szpitala, twierdząc, że leki nic jej nie pomogą, bo to jest sprawa duchowa.

Tydzień po tym fakcie i po około 7 miesiącach męczarni duchowych, w wieku 78 lat, popełniła samobójstwo – powiesiła się.

Po śmierci prześladowała rodzinę, nie dając nikomu spać i modlić się. Wszystko jednak ustąpiło po miesiącu od czasu zgonu.

Bardzo serdecznie dziękuję panu za pomoc. W tej chwili możemy spać, jeść i ustąpił lęk.

Z poważaniem, Krystyna P.

 

Ten list otrzymałem od pani Krystyny po około dwóch miesiącach od naszej rozmowy. Wówczas była zestresowana i pełna lęku, co będzie dalej. Bała się podzielić los teściowej. Jak zwykle w takich przypadkach, bezradność w stosunku do świata niematerialnego wręcz budzi grozę. O mnie dowiedziała się od mojej sąsiadki z bloku, a ona, pocztą pantoflową, od kolegi mojej córki, który miał problemy. Wiedziała, że interesuję się parapsychologią i komuś świetnie pomogłem w podobnej sprawie. Trudno nazwać tę pomoc egzorcyzmami, ponieważ polega ona na przeprowadzeniu rozmowy i przekazaniu informacji o zjawiskach występujących w codziennym życiu, a tak mało dostrzeganych. Wiedza parapsychologiczna o zaświatach powinna być publicznie i szeroko omawiana, co zmniejszyłoby liczbę ludzi zestresowanych, doprowadzanych do samobójstw. Przestałyby też być powielane dogmaty.

Pani Krystyna była osaczona przez ducha nieżyjącej teściowej, mimo pobożności, jaką reprezentowała za życia. Teściowa narzuciła sobie ogólną karmę z powodu przyjęcia i urzeczywistnienia dogmatów. Gdy była młodą kobietą, usunęła ciążę. Po wysłuchaniu księży, kazań z ambony, Radia Maryja oraz po lekturze czasopisma „Rycerz Niepokalanej” – coś się w niej zmieniło. Te trzy czynniki pobudziły jej wyobraźnię apokalipsą wizji piekła. Ta nieuzasadniona i przerażająca wizja o karach z niebios wzięła górę. Strach przed piekłem otworzył jej czakrę jasnosłyszenia, a stąd już tylko krok do kontaktów z niskimi energiami, które wykorzystały moment przesadnej, dogmatycznej wiary. Sytuację pogorszyły wyobrażenia Boga, Jezusa i Matki Boskiej, którzy ją opuścili, którzy jednocześnie naigrywali się z niej. Wniosek jest jeden: brak podstawowej wiedzy i ślepa, dogmatyczna wiara doprowadziły ją do zguby. Z panią Krystyną przez kilka godzin rozmawialiśmy o zjawiskach paranormalnych i wcale bym się nie dziwił, gdyby podała do sądu nieodpowiedzialne instytucje za nieumyślne doprowadzenie człowieka do samobójstwa. Głównych sprawców nie da się zaskarżyć.

Tego typu problemy poruszam w książce wielokrotnie i można powiedzieć, że nowoczesna forma egzorcyzmu to praca poprzez edukację. Trzeba sobie uświadomić, że w zasadzie duchy nic nie mogą zrobić naszemu ciału, natomiast mają ogromny wpływ na psychikę. Mogą nami sterować i doprowadzać do czynów, które z życia zrobią nam piekło. Swój wkład mają również religie, narzucając ludziom poglądy, które wywołują zamęt. Ludzie poprzez te informacje kodują sobie negatywną karmę na przyszłość. Pisałem już o tym. Odporność psychiczna uzależniona jest od poziomu, na jakim się znajdujemy.

Przytoczę przykład tragicznego zdarzenia, w którym częściowo brałem udział. Jest to prawdziwa historia chłopaka, który nie miał wsparcia u rodziców. Sądzili oni, że ich syn jest na tyle dorosły, że powinien poradzić sobie w życiu. Zapoznał dziewczynę, która zaszła w ciążę. Przyszła teściowa była osobą samotną i miała już na utrzymaniu kilka osób, a teraz dołączył on. Kazała mu więc wracać do rodziców, gdzie nie miał wsparcia. W tym czasie pomagałem koledze w remoncie przedpokoju i wówczas pojawił się ten chłopak. Przyszedł, bo chciał się pożegnać z córką kolegi, lecz w tym czasie jej nie było. Poprosił kolegę, żeby jej przekazał, że wyjeżdża daleko i już nigdy tu nie przyjdzie. I wyszedł. Kolega zorientował się, że chłopak chce popełnić samobójstwo. Zdążyliśmy go zawołać przez okno i wrócił. Oficjalnie przyznał się do zamierzonego celu. Po wstępnej rozmowie o przyczynach i skutkach, jakie występują w jego życiu, zacząłem rozmawiać z nim o zaświatach, tłumaczyłem mu, że życie będzie się toczyło dalej wraz z kolejnymi problemami pod postacią karmy, którą mamy tu na ziemi do przerobienia. Nie uciekniemy przed tymi problemami. Umówiłem się z nim na kolejne spotkanie, ponieważ czas i miejsce nie pozwalały na dalszą dyskusję. Niestety, do spotkania nie doszło, chłopak powiesił się po kilku godzinach, znaleziono go w lesie.

W podobnych sytuacjach znajduje się multum ludzi, a każde samobójstwo ma podobne podłoże.

WSPÓŁPRACA W GRUPIE

 

Była to trzecia grupa, którą stworzyłem i w której liczyłem na uczciwą, szczerą i rzetelną współpracę, ale zawiodłem się po raz kolejny. W grupie szczególny nacisk powinien być położony na szczerość i uczciwość współpracujących osób. Jeśli w jakiejkolwiek sytuacji występuje konflikt, którego podłożem jest różnica poglądów i spojrzenia na zaświaty, odbija się to negatywnie w grupie. Przede wszystkim grupa powinna uszanować poglądy tych ludzi, którzy mają duży zasób wiedzy. Poza tym nie należy pozwalać zaświatom, aby próbowały ingerować i stosować naciski na poszczególnych uczestników, gdyż może to wpłynąć niekorzystnie na pojedyncze osoby, a w konsekwencji na całą grupę.

Regresja hipnotyczno-medialna, którą przeprowadziłem w Górze Kalwarii, na mojej działce, w atmosferze spokoju i ciszy, przyniosła nowe doświadczenia. Przebieg sesji zapisywał Sebastian M., jako medium brały udział Anna B. i Krystyna P.

SESJA

16.08.1997 (godz. 23.30)

Prowadzący: Piotrek K.                              Hipnotyzowana: Ania B.

– Opisz, co widzisz.

– Stoję na obłoku... (wrażenie lęku). Widzę wojnę, wybuchy – straszne!

– Czy możesz powiedzieć, który jest rok?

– Nie ma roku, gwiazdy, galaktyki – kosmos. To są rozpryskujące planety, z tego ma się narodzić nowe życie... Początek Ziemi, to jest szalona energia, silna – każda jest inna. Czerwona, wielka lawa. Wygląda tak, jak spływające wielkie maczugi do rzeki ognia. Są ich miliony, spadają jak deszcz.

– Przenieśmy się dalej... Ziemia stygnie.

– Czerwona rzeka wielkiej siły i ognia – te maczugi wyglądają jak kasztany – te ich różne kolory to były światy energii ludzkich. To była walka dobra ze złem. Z nich powstały dwa światy: dobro – we wszystkich jasnych odmianach tęczy, i zło – ciemne kolory nasycone gęstością.

– Popatrz, gdzie powstało pierwsze życie.

– Życie to już były te kasztany, potem to już tylko zwykła ewolucja.

– Rozejrzyj się, czy widzisz jakieś zwierzęta, rośliny, ludzi...?

– Widzę same głazy i spopielały piach, ale to chyba nie Ziemia (wahanie).

– Jak nazywa się ta planeta?

– Ona nazywa się ASTORIA. Jest bardzo, bardzo daleko od Ziemi. To jest planeta powagi, rozmysłu, daje duchowieństwo, dostojeństwo, medytacje i wejście w siebie. Te kamienie są symbolem zatwardziałych dusz – to jest skamieniały widok naszej Ziemi. Niebo jest ciemne, granatowe. To planeta myślicieli, mnichów.

– Poszukaj czegoś szczególnego na tej planecie.

– Jest grota. Tam siedzi skulony człowiek, który ma zejść na planetę Ziemia, by doświadczyć tej skamieniałości, by tu powrócić i ożywić tę planetę swoim sercem, swoją myślą [obłokami myśli – tymi pierwszymi maczugami (to jest forma przekazywania sobie wiedzy)]. Tam siedzi mnich – to CHIRON – jest strasznie zadumany i smutny – chce ożywić ludzki ród, bo jest skamieniały jak ta planeta. Nie wie, jak to zrobić, ale gdy już to zrobi, to będzie druga piękna planeta. Wyznaczył Sebastiana, bo wierzy, że on spełni to zadanie, daje mu do pomocy inne planety i gdy wiele tych maczug połączy się w jedną rzekę, to zrealizuje zadanie.

– Czy Sebastian powróci na tę planetę, gdy będzie już ożywiona?

– CHIRON bardzo by tego chciał. ON JEST TU!

– Spróbuj się cofnąć do samego początku istnienia.

– Prapoczątek jest z gwiazd. Taniec milionów srebrnobiałych punkcików, lekkie jak mgła, utkane ze Słońca – nie ma kolorów do opisania tego światła.

– Co jest celem CHIRONA?

– OŚWIECENIE TU I TERAZ na Ziemi, jak pochodnia włożona w ręce tego mnicha, jak lampa Aladyna włożona w ręce mnicha.

– Czy można oświecić wszystkich ludzi?

– Nie wszystkich da się oświecić, każdy decyduje sam o sobie.

– Jaki jest plan, w jaki sposób można uzyskać oświecenie?

– Plan oświecenia jest DUOPLANETODOIDALNY, oznacza to: czuć wszystko, co was otacza – nie ma słów, zostaje CZUCIE! (rozdzielenie serca i umysłu). Czujecie to, co widzicie i to, czego nie uda wam się zobaczyć – po prostu to czujcie, to będzie wasze oświecenie!

– Przenieś się do źródła światła i opisz, co jest dalej.

– Dalej jest rajski ogród – jest przepiękny! To jest na planecie, która niesie światło – tam jest strasznie jasno – to jest jak EDEN utracony przez LUDZI. Jest miejsce, z którego bije niesamowite światło – BOSKIE światło! Jest teren jakby ogrodzony potrójnym światłem, jasnym – czyli boskim, uniwersalnym – czyli tym, które można dać ludziom – i ciemną energią – lepką, która go otacza. Przed tym światłem jest boskie OKO, ale nikt nie ma śmiałości wejść do tego światła...

(To jest skrócony opis 3 stanów świadomości lub świętej trójcy)

– Kogo widzisz na tej planecie?

– Tam krąży jedna niewiasta. Tam jest dobra rada – DOBRAWA. Z tej groty wydostają się anielskie byty.

– Opisz Dobrawę, jak wygląda?

Jest lekka i zwiewna jak Zefir.

Jej twarz i lica bielą spowite

Jej brwi są gwiezdne.

A oczy ma niesamowite

...tysiące gwiazd i księżyców

Do nicości dobro pozna

(niedokładny zapis)

– Jaki ona ma związek z poprzednią planetą?

– Daje jasne światło na planetę kamieni. Mnich, który trzyma świecącą pochodnię, jest w tej energii.

– Co Dobrawa robi na Ziemi?

– Ona jest przewodniczką Krysi – potrafi czerpać to światło z groty.

– Jaką rolę odgrywa tu Pyron?

– Grota mnicha jest otoczona kołem ognia, nad którym panuje kapłan, Pyron, który potrafi poskromić ten ogień. Pyron raz jest wielki, raz maleńki, raz siebie gasi, a raz zapala. Jak ogień i woda. Będzie zapalał was do działania i gasił złe energie. On się zmienia: raz jest potężny i muskularny jak Neptun, a raz malutki, drobniutki, kościsty jak śmierć, jest tym, kim chce być według potrzeb... To, co wam opisałam, to symbole.

– Kim jesteś i czy możesz się nam przedstawić?

– Jestem ZAWIRA – wszechbyt – BYT BYTÓW, początek i koniec wszystkiego, postarajcie się odczytać te symbole nie umysłem, tylko duszą i ciałem, starajcie się wyłączyć swoje zmysły, następnym razem powiecie, jak zrozumieliście te symbole.

– Co będzie ostatnim etapem rozwoju?

– Wszechświat zmieni wymiar i strukturę.

– Jaki my będziemy mieli wpływ na najbliższe lata?

– Ponieważ macie opiekę wielu przewodników, zadaniem waszym będzie uczenie ludzi innego, całościowego przekazywania myśli. Oddzielanie świata czucia i realiów. Będziecie leczyć, łagodzić cierpienia (blokady negatywnych myśli). Będzie więcej chorób psychicznych – ludzie cierpią. Przybliżcie im czwarty wymiar, którego będą bezpośrednio doświadczać.

– Co możesz nam powiedzieć o przekazie PLEJADIAN, mówiących o DNA?

– Wszystko to prawda – macie 12 spiral DNA, z czego czynne jedynie dwie. Wasz rozwój to odblokowanie kolejnych dziesięciu spiral obklejonych przez czarne energie – musicie się z tego oczyścić. Niższe energie mają dużą moc poprzez swoją gęstość (ciała astralne).

– Jak działają na nie nasze myśli?

– Wasze projekcje czarnej energii wzmacniają czarne energie, a wasze pozytywne myśli są dla was, jasne byty ich nie potrzebują – są siłą same w sobie.

– Co konkretnie mamy robić?

– Musicie wytyczyć sobie cel zrobienia czegoś stałego, by nawracać ludzi poprzez umiejętności duchowe i odpowiedni przekaz słowny. Musicie zrobić coś w rodzaju MEKKI do ładowania energią i spokojem poprzez warsztaty, treningi, by nabrali wiary w siebie.

– Czy mamy wprowadzić eksterioryzację i jak najłatwiej jest to zrobić?

– Oczywiście! Sposób jest bardzo prosty. Wystarczy wiara, stan alfa i pełne odłączenie od zmysłów (synchronizacja świadomości i podświadomości).

– Jak mamy współpracować i czym się uzupełniać?

– Krysia was poprowadzi, Ania oświeci drogę, Piotrek ochroni wiedzą, Sebastian ma Chironową mądrość, wiedzę i doświadczenie. On ma otwarte trzecie oko, choć jeszcze o tym nie wie.

– Jak możemy spotkać naszych przewodników?

– Poprzez programowanie snów i ich zapamiętywanie.

– Od czego mamy zacząć w zewnętrznym działaniu?

– Zorganizujcie ośrodek... muszę już odejść, nie mogę nic więcej powiedzieć...

– Dziękujemy ci bardzo za cenne informacje, spotkamy się niebawem.

Zapisywał SEBASTIAN MINOR

Zakończenie sesji o godzinie 0.45.

SEBASTIAN MINOR

 

Z możliwością opanowania zdolności kontaktów z zaświatami za pomocą pisma intuicyjno-automatycznego przy pełnej świadomości zetknąłem się osobiście po raz pierwszy. Zjawisko to zaintrygowało mnie do tego stopnia, że postanowiłem wziąć udział w eksperymentalnym seansie spirytystycznym. Niezwykłość sytuacji polegała na rozbieżności między moimi oczekiwaniami a zaskoczeniem, wywołanym poruszającym się pod palcami talerzykiem. Chwila wewnętrznego zmieszania została natychmiast opanowana ciekawością i lepiej uświadamianymi możliwościami bezpośredniego poznawania innej płaszczyzny rzeczywistości niefizycznej.

Drugi seans już absolutnie kontrolowałem emocjonalnie, choć intelekt żądał odpowiedzi na wiele pytań, nagrodzonych wreszcie za cierpliwość na trzecim spotkaniu, gdzie udało się nawiązać kontakt z wyższą istotą duchową. Sam byłem zdziwiony postępującym procesem zmian w postrzeganiu i racjonalnej ocenie obserwowanego zjawiska. Stopniowo wiedza zastępowała wiarę pobudzoną przez obawę utraty znajomej i wygodnej ignorancji...

Aktualnie zamierzam bezwzględnie opanować sztukę pisma automatyczno-intuicyjnego i nie wyobrażam sobie innej możliwości. Osobiście jestem zdania, że należy wykorzystać każdą sposobność pozwalającą przekraczać własne ograniczenia i prowadzącą do lepszego, precyzyjnego zrozumienia swoich możliwości tworzenia głębszych relacji ze światem innych istot. Niemniej ostrzegam przed podejmowaniem niepoważnych i pochopnych decyzji – przyczyn popełnianych dalej błędów, których można by było uniknąć, kierując się logiczną wyobraźnią oraz doświadczeniem życzliwych nam osób.

Warszawa, 22.03.97    SEBASTIAN MINOR

ARCHEOLOGIA Z ZAŚWIATÓW

 

Z pewnością pismo automatyczne nie jest dziedziną nową, lecz obecnie udoskonaloną i szybszą wersją dla początkujących, służącą do kontaktów z zaświatami. Każdy, kto zagłębił się w tę wiedzę, zrozumie, że kontakty z zaświatami to wgląd i zarazem poszerzenie wiedzy o przeszłych, historycznych czasach, to też wgląd do archeologii.

Wielokrotnie myślałem o możliwościach wykorzystania zaświatów do takiej współpracy, aby uchyliły rąbka tajemnicy z poprzednich egzystencji, jako byli budowniczowie, architekci zamków i pałaców.

Namiastką dowodu, że jest to możliwe, jest opis dotyczący zamku w Czersku. Gdy skontaktowałem się z historykiem z gazety „Nad Wisłą” w Górze Kalwarii i opowiedziałem mu o nieudokumentowanej historii Czerska, był zdziwiony taką możliwością. Jednak fakt, że nie posiadamy materialnych faktów oraz lęk przed ośmieszeniem się przed czytelnikami gazety nie pozwolił na opis pozyskanej z zaświatów historii. Z podobnym problemem borykał się w Anglii Frederick Bligh Bond, architekt budowlany, którego fascynowała archeologia i parapsychologia jako „pamięć wszechświata”.

Na początku XX wieku Bondowi powierzono nadzór nad wykopaliskami w Glastonbury. Miał zrekonstruować i udokumentować legendarne opactwo, z którego, w wyniku pożaru w XVIII wieku oraz z powodu konfliktów najazdowych i walk religijnych, pozostały tylko ruiny.

Bond i Bartlett opanowali sztukę pisma automatycznego i postanowili wykorzystać tę metodę do zagłębienia się w zaświaty. W ten sposób nawiązali kontakty z duchami mnichów z tamtych lat. Mnisi chętnie przystąpili do współpracy, opisując i rysując szkice byłych fundamentów i murów, pokojów, kaplic itd. Były to rysunki dokładne, opisujące szczegóły i detale, nie wyłączając kolorów farby użytej do malowania ścian i dachów. Mnich Wilhelm prawdopodobnie był nadzorcą budowli w danym okresie i to on kontaktował się z Bondem, przekazując plany już nieistniejącej kaplicy, noszącej imię króla Edgara, zbudowanej w opactwie Richarda Bere’a w pierwszej połowie XVI wieku.

Bond zorganizował wykopaliska. Udowodniły one prawdziwość przekazów sprzed 400 lat, które podał mnich. Lecz ta dziedzina pozyskiwania wiedzy archeologicznej była wyśmiewana przez przedstawicieli nauki.

Ja również doświadczyłem tej sceptycznej niechęci od „pseudo-mądralińskich”, która pozbawia chęci do dalszej współpracy. Im więcej by człowiek chciał udowodnić, tym większy opór stawiają pseudo-naukowcy, ponieważ brakuje im podstawowej wiedzy.

Bond, chcąc udowodnić prawdziwość przekazu uzyskanego od mnichów, odnalazł wskazany grobowiec z czarnego marmuru, będący miejscem ich pochówku. Później skontaktowali się z Bondem nie mnisi, lecz czuwający ze wspólnoty Avalon! Oznaczało to jeszcze głębszą podróż w czasie. W dalszym życiu Bonda owe „istoty” stały się jego doradcami i przewodnikami, a pod przekazami pisemnymi wielu przedstawicieli podpisywało się różnymi charakterami pisma. Bond traktował te istoty jako doradców zaświatowych i dzięki nim misja odkopywania poszczególnych dowodów stała się faktem, a świat niewidzialny nabrał cech realnej rzeczywistości. Przekonał się, że na automatycznym piśmie mnichów można całkowicie polegać.

Jego problem zaczął się w momencie, gdy towarzystwo archeologiczne zapytało go, jak zdobywa informacje potrzebne do zrekonstruowania niektórych fragmentów opactwa. Bond ze zrozumiałych względów oświadczył, że kieruje się intuicją, ponieważ liczne dane nigdzie nie były rejestrowane, brakowało dowodów na istnienie refektarzy, sal i miejsc wspólnych modłów, kuchni, cel, kaplic z chórem i nawami – pozostały jedynie fragmenty murów przylegających do wielkiej kaplicy św. Edgara, ale jej istnienia nie potwierdzały żadne ślady. Wszystkie elementy zostały odtworzone dzięki informacjom uzyskanym podczas seansów z duchami mnichów. Niektóre elementy opactwa powstawały w różnych epokach, były burzone i rekonstruowane.

Pozyskiwana wiedza nie wymagała nadmiernych nakładów finansowych, ponieważ wskazane przez zaświaty miejsca były zawsze prawidłowo zlokalizowane, co oszczędzało cenny czas. Mimo sukcesów i niekonwencjonalnych metod wzbudziło to podejrzliwość miejscowego duchowieństwa, a naciski władz sprawiły, że stopniowo ograniczono zakres prac i w końcu wydano nakaz zamknięcia wykopalisk. To zmobilizowało Bligha Bonda do napisania książki „Architektoniczny przewodnik po opactwie Glastonbury”, lecz po jakimś czasie władze nakazały wycofanie książki ze sprzedaży, pozbawiając go jakichkolwiek dochodów.

W ten sposób niekompetentni ludzie przyczynili się do zdołowania psychicznego i ruiny fizycznej Bonda, który w niedługim czasie, pogrążony w depresji, opuścił żywot z powodu ataku serca 8 marca 1945 r. (urodził się 30 czerwca 1864 r.). Proszę nie myśleć, że to duchy doprowadziły do tej tragedii – to bezmyślność ludzi zawsze w pierwszej kolejności doprowadza do załamania psychicznego.

Mimo tak mocno udokumentowanej wiedzy opisanej przez Bonda, praca ta, po jego śmierci, nie została uznana. Myślę, że przeważyły poglądy religijne powiązane ze współpracą demoniczną, czyli zbyt wybujała wyobraźnia ludzi powiązana z dogmatem. Tego typu ludzie doprowadzają do tragedii.

Dopiero po 17 latach w roku 1962 doktor Raleigh Radford – archeolog – przeprowadził szczegółowe badania hrabstwa i stwierdził, że metody Bonda przyniosły zaskakujące wyniki, jak żadne inne w tamtym okresie. Jak ustalono, informacje o opactwie uzyskane w sposób paranormalny okazały się prawdziwe. Czy osiągnięcia Bonda w piśmie automatycznym są wystarczającym dowodem na istnienie życia po śmierci? Wydaje się, że tak.

Ale – jak na ironię – sam Bond podchodził do tych zagadnień sceptycznie, tłumacząc sobie uzyskiwanie dostępu do wiedzy z zaświatów nie od zmarłych, lecz od czegoś w rodzaju magazynu pogrzebanej wiedzy. „Myślę, że celowo ukierunkowano jego tok myślenia, aby nie wzbudził podejrzliwości” – w tamtych latach ta dziedzina wiedzy nie zbyt była rozwinięta. Umiejętności tego typu ludzi, jak Bond, można wykorzystać do poszerzenia wiedzy archeologicznej.

Ja jestem za możliwością kontaktów z duchami, i to z różnych epok, pod warunkiem, że duch się nie inkarnował, ma możność zamanifestowania się i swobodnie może przekazywać wiedzę zainteresowanym. Właśnie o współpracy między poziomami A, B, C i D jako materialnym światem, piszę w rozdziale pierwszym mojej drugiej książki.

W miesięczniku „Czwarty Wymiar” nr 2 z 2005 r. Wojciech M. Chudziński szerzej opisuje osiągnięcia Bonda, pisząc o archeologii poprzez kontakty z zaświatami.